Witam,
niedawno w sieci pojawiła się moja nowa książka "Na złość"
Jeżeli ktoś będzie zainteresowany jak zakończy się historia kobiety robiącej mężowi na złość, zajmując się kaczkami, zapraszam na stronę: http://www.e-bookowo.pl/proza/na-zlosc.html
Opis książki:
„Na złość“ to historia zwykłej rodziny mieszkającej na jednej z polskich wsi na Śląsku. Matka rodziny jest osobą, wokół której musi kręcić się domowy świat. Komenderuje mężem i aby zrobić mu na złość, zajmuje się... kaczkami, których on nie znosi. Lubi też sięgnąć po kieliszek. Pewnego dnia mąż ma już dosyć bycia poniewieranym.
Całej sytuacji rodzinnej przygląda się główna bohaterka, Wiesia, kryjąca w sobie swoją wielką tajemnicę.
Jej siostra Julka ma dwie lewe ręce i stroni od pracy jak diabeł od święconej wody.
Pewnego dnia ukochany syn matki Adrian, jak dotąd spokojny i bezkonfliktowy, przyprowadza do domu swoją dziewczynę Iwonkę, do której matka od razu zapała odwzajemnioną nienawiścią.
Jak zareaguje matka na wieść o ślubie swojego syna i czy znajdzie język z rodziną Iwonki? Czy ojcu uda się wreszcie postawić na swoim i pójść swoją drogą? Co się stanie kiedy wyjdzie na świat sekret Wiesi? I czy matka wreszcie zrozumie, że jeżeli robi komuś na złość, tak naprawdę najwięcej ucierpi na tym ona sama?
poniedziałek, 14 lipca 2014
piątek, 23 maja 2014
Pozytywnie nieobliczalni - Marcin Brzostowski
Osoby
które mnie już znają, wiedzą doskonale, że jestem fanem
twórczości Marcina Brzostowskiego,
więc nie powinno być dla nikogo zdziwieniem, że nie zapominam tego
wspomnieć w każdej recenzji jego książki. Kiedy pojawia się coś
nowego, rzucam się na to jak sęp i nie przeszkadza mi nawet
czytanie w komputerze (nadal nie mam czytnika!).
„Pozytywnie
nieobliczalni” – to powieść, której główny bohater, młody
prawnik, zderza się z bezwzględnym światem korporacji i szybko
odkrywa, że w jego życiu wciąż na pierwszym miejscu znajdują się
młodzieńcze ideały. Będzie zmuszony dokonać wyboru pomiędzy
zawodowym prestiżem i pieniędzmi, a wiernością własnym
przekonaniom.
Do
książki podchodziłem z wielką uwagą, chyba największą jak
dotychczas jeżeli chodzi o tego autora, ponieważ książka ta
należy do książek
wyjątkowych: w roku 2002 autor za jej sprawą debiutował.
Zanim
dorwałem się do czytania, skontaktowałem się z Marcinem
Brzostowskim i dowiedziałem się, że będzie to coś innego. Moja
ciekawość więc wzrosła. Mówię sobie dobra, niech będzie. Nawet
jeśli to ewangelia w jego wykonaniu, przeczytać trzeba.
Już
w pierwszym zdaniu uśmiechnąłem się do komputera szeroko a to
dlatego, że częściowo przypomniała mi się moja książka, dzięki
której również debiutowałem parę lat temu „Bo moje siostry”.
Więc duży plus. I wielka chęć na więcej.
Czytam.
Ze
strony na stronę robi się coraz ciekawiej. Książka jest dojrzała,
bardzo dobrze napisana i czyta się ją, jak inne pozycje pisarza,
jednym tchem.
Wielkim
walorem książki jest
jej okładka. Jak dla mnie po prostu bombowa. Facet który ją zrobił
zasłużył sobie na ukłony i brawa. Okładka przykuwa wzrok i
sprawia, że czytelnikowi leci ślina na samą myśl, jaka może być
zawartość książki.
Oczywiście
zdarzało się, że okładka książki była sympatyczna a sama
zawartość powieści wiała nudą. Tutaj mamy spotkanie z yin i
yang: okładka odpowiada zawartości i obie doskonale się rozumieją
i wypełniają.
Chyba
jedynym minusem tej książki (pozytywnym) jest to, że kiedy zacznie
czytelnik czytać, nie potrafi się od niej oderwać.
Co
mnie bardzo dziwi,
to to, że tacy dobrzy autorzy jak Brzostowski, nie zyskują szturmem
rynku wydawniczego. Jego pisanie jest świeże i lekkie, wyraźnie
widać że sam autor posiada świetny talent i rękę do pisania, jak
również ma bardzo bystre oko, pozwalające mu obserwować świat i
ludzi w tak ciekawy sposób, aby później doskonale przelać pewne
ich zachowania na papier. Brzostowski podchodzi w swoich książkach
do świata z dystansem i serwuje nam porcję humoru, do którego ma
wielki talent.
W
książce bardzo
wyraźny jest wyjątkowy styl autora. Czytając ją czuję się
jakbym był z nim na piwie i sam brał udział w wydarzeniach. Jest
to kawał dobrej literatury w męskim wydaniu i może dlatego polecam
nie tylko płci męskiej, ale przede wszystkim kobietom, aby mogły
spojrzeć na świat oczami faceta i dobrze się czasem zaśmiać.
Kiedy
ostatnio czytałem jedną książkę Grocholi,
pisaną okiem faceta, trzeba powiedzieć że choć była bardzo
dobra, to jednak wyczuwało się, że pisała kobieta. A dlaczego? Bo
czasem zabrakło tego wyrazistego, soczystego języka a to przecież
w męskim świecie jest na porządku dziennym (w moim w każdym razie
na pewno tak jest). Jeśli Grochola serwuje nam świetnie usmażonego
kotleta, to Brzostowski serwuje nam wielgaśne golonko na piwie.
Tę
książkę można porównać również do pączka z pysznym
nadzieniem różanym. Wyobraź sobie, że jesteś gruby jak beczka i
mówisz sobie, zjem tylko kawałek. Ale nie udaje ci się, odgryzasz
kolejny kęs, aż wreszcie dziwisz się, że pączka gdzieś wcięło.
Od książki nie sposób się oderwać i jak z pączkiem, dziwimy
się, że to już koniec, bo przecież chcemy więcej. Nie pozostaje
nic innego niż czekać na kolejną pozycję Brzostowskiego.
Nie
rozpisywałem się o samym przebiegu opisanej historii, bo nie
chciałem zdradzać jej zawartości. Książka
jest warta przeczytania!
Marcin,
PKP
(zrozumieją ci co przeczytają).
Andrzej
F. Paczkowski
czwartek, 22 maja 2014
Ta głupia - Premiera mojej nowej książki
O książce:
W domu Maryśka jest wykorzystywana do każdej pracy. Rodzice piją a starszy brat nawet nie kiwnie palcem, żeby jej pomóc. Musi się uczyć i dodatkowo opiekować młodszą siostrą. Każdego dnia wódka pojawia się na stole. Wieczorami odwiedza ich ciocia Róża, która dotrzymuje rodzicom kroku.
W domu obok mieszka Irenka, koleżanka Marysi, dzięki której dziewczyna poznaje świat literatury. Irena pochodzi z bogatej rodziny. Choć bardzo się lubią, różnią się od siebie i każdą czeka inny los.
Z drugiej strony domu mieszka sąsiadka pani Werka, wraz ze swym niepełnosprawnym synem Waldusiem. Pani Werka toczy wojnę z matką Maryśki a jednocześnie sama przeżywa swoje problemy.
Maryśka zakochuje się do chłopaka z klasy i dzięki niemu jej życie zaczyna się zmieniać.
W pewnym momencie rodzice wpadną na pomysł otwarcia baru. Wtedy dopiero wszystko ulegnie zmianie i dojdzie do nieoczekiwanej sytuacji, dzięki której dziewczyna odnajdzie swoją babcię i dowie się o problemach, jakie ją poróżniły z matką.
Czy Marysi uda się przetrwać, nawet wtedy kiedy przyjdzie jej odejść z domu? Czy jej matka już nigdy się nie zmieni? Jaki los ją czeka i czy ktoś pokocha kiedyś głupią dziewczynę ze wsi?
Mam nadzieję, że książka się spodoba.
niedziela, 11 maja 2014
Ruth - Elizabeth Gaskell - płacząca i naiwna
Ruth
kupiłem z paru powodów. Po pierwsze chciałem przeczytać coś od
E.Gaskell, ponieważ
jeszcze nie miałem z nią do czynienia. Po drugie chciałem zobaczyć
jak pisała osoba, która znała mojego boga świata literatury
Charlotte Bronte. Po trzecie lubię tamte czasy, więc literatura ta
w każdej postaci mi odpowiada.
Z książki: Ruth
Hilton, to młoda dziewczyna, sierota, która zarabia na swe
utrzymanie jako szwaczka. Kiedy traci posadę i dach nad głową,
oczarowany jej urodą i skromnością dżentelmen, proponuje
dziewczynie schronienie i pociechę. Szczęście nie trwa długo,
zdruzgotana i zhańbiona Ruth otrzymuje jednak szansę na nowe życie
pośród ludzi, którzy ofiarują jej miłość i szacunek. Kiedy
Bellingham ponownie wkroczy w życie Ruth, dziewczyna zmuszona będzie
dokonać niemożliwego wyboru pomiędzy akceptacją ze strony ogółu
a osobistą dumą.
Już od
początku się zdziwiłem. Dlaczego? Bo jakoś słabo i dziwnie.
Czytałem dalej i...
nudno. Po prostu nudno. Brnąłem dalej i... coraz ciężej się
czytało, bo było za bardzo naiwnie. Czy autorka była równie
naiwna jak opisana bohaterka? Pewnie tak, biorąc pod uwagę tamte
czasy.
Dobrnąłem
jakoś do połowy. Idę dalej. Przebijam się przez książkę jakbym
się chciał przedostać do Śpiącej Królewny. Powoli nie daję
rady. Czytam z ciekawości opinie ludzi na necie. Wyłącznie kobiece
recenzje. Że książka piękna, że tamta bardzo płakała. A tamta
jej nigdy nie zapomni. Że od pewnego momentu akcja przyspiesza –
jeżeli tak to nie zauważyłem, bo ta książka jest tak senna, że
nie przyspiesza w niej nic. Chyba że bicie serca wkurzonego
czytelnika, że jeszcze tyle stron przed nim do końca powieści.
Zgadzam
się z czytelniczkami, że postać głównej bohaterki jest po prostu
koszmarna. Dziewczyny tak naiwnej i tak potulnie wkurzającej dawno,
może nawet nigdy (oj przepraszam, pojawia się taka w „50 twarzy
Greya” ta co się na każdej stronie zawstydza i czerwieni, aż
czytelnikowi piana zaczyna się toczyć) nie spotkałem.
Moim
problemem chyba było ciągłe porównywanie Gaskell do Bronte.
Bronte to Szatan i Bóg w
jednym, w jednej ludzkiej skórze. Kiedy ją czytam nie mogę
uwierzyć, że ktoś taki jak ona chodził po tej ziemi. Istota boska
ukryta w szacie uszytej z ludzkiej skóry. Ale pani Gaskell się do
niej (przynajmniej w tej książce) nie umywa i nawet nie byłaby
godna do tego, żeby Bronte po niej chodziła. Po prostu spodziewałem
się czegoś wielkiego. Dostałem naiwną księgę, w której cytaty
z Biblii przeplatają się z głupotą ludzką i naiwnością,
płaczliwością i nieustannym pochylaniem głowy bohaterki. Może to
odpowiada płci pięknej. Mnie nie.
Książka z
powodzeniem mogłaby się nazywać „Morze wylanych łez” bądź
też „Naiwna i prawa” albo też „Płacząca, pochylona panna”.
Nie wiem, tytułów byłoby sporo.
Czytałem ją
długi miesiąc, bo nie dawałem rady.
A
jednak... może właśnie
z powodu tych minusów warto pomęczyć się nad tą książką. Jest
inna, jest denerwująca i płytka czasami. Ale ma w sobie zalążek
czegoś dawnego. Czasu utraconego. Świata, który dawno umarł, ale
jego pewne cechy nadal są wśród nas obecne, jak np. obłuda i
zdolność do wytykania wad i błędów drugiego człowieka.
Stawianie siebie w lepszym świetle.
Nie
przeczytam za szybko kolejnej książki tej Pani, ale... może jeśli
odpocznę, może...
Dzięki
tej książce dostrzegłem jedną pozytywną dla mnie rzecz, choć i
ona ma swoje minusy, a to taką że w ciągu dwustu lat kobietom po
prostu wyrosły jaja i nie zachowują się dzisiaj jak słodka Ruth.
Potrafią stać za swoim i iść do przodu, potrafią też nie dać
się i bronić ze wszech sił, co jest bardzo ważne. Trzeba bronić
siebie i swojej prawdy. Swojego życia i prawa do życia według
siebie. Swej dumy i godności.
Gdyby Ruth
stanęła przede mną najpierw musiałbym jej porządnie przyp...
dopiero potem moglibyśmy rozmawiać.
Książka
bardzo ckliwa. Chyba się dzisiaj upiję z radości, że już ją mam
za sobą...
środa, 16 kwietnia 2014
Grzechy ojców - Susan Howatch
Grzechy ojców to kontynuacja wspaniałej sagi Bogaci są różni. Kiedy ojcowie popełniają błędy, ich synowie muszą za nie srogo płacić. Nawet jeśli ojcowie odchodzą w cień, to na synach pozostaje dokończenie dzieła. Kiedyś ktoś musi się zemścić za wyrządzone zło. Pieniądze rządzą życiem, bogaci są tak różni ale jednak tak bardzo do siebie podobni. Ludzie żyją za fasadami, zasłonami, które nie ukazują ich prawdziwych twarzy. Wszyscy skrywają tajemnice a jeśli już jakaś wychodzi na jaw, okazuje się to tragiczne w skutkach.
Wspaniale opisane losy bogatych ludzi, dla których władza oznacza wszystko, liczą się tylko najlepsze rodziny i wielkie bogactwo. Władza. Ameryka widziana okiem ludzi wyższych sfer, gdzie tło tworzy jeden z największych banków tamtej doby.
Od powieści nie można się oderwać i jakkolwiek czekają nas 684 strony, to i tak wydaje się to za mało. Susan Howatch to mistrzyni swojego gatunku, jeszcze nigdy żadna saga rodzinna nie wciągała mnie tak, jak sagi tej autorki. Wyszukany język, wspaniały styl, idealne rozgrywanie napięcia i wzbudzanie w czytelniku ciekawości. Tajemnice, kłótnie, sprzeczności, rasowe poglądy, pieniądze, luksus, kochanki i zdrady aż po dogłębne niszczenie czlowieka z samej tylko chęci zemsty. Książka nie ma sobie równych!
Wspaniale opisane losy bogatych ludzi, dla których władza oznacza wszystko, liczą się tylko najlepsze rodziny i wielkie bogactwo. Władza. Ameryka widziana okiem ludzi wyższych sfer, gdzie tło tworzy jeden z największych banków tamtej doby.
Od powieści nie można się oderwać i jakkolwiek czekają nas 684 strony, to i tak wydaje się to za mało. Susan Howatch to mistrzyni swojego gatunku, jeszcze nigdy żadna saga rodzinna nie wciągała mnie tak, jak sagi tej autorki. Wyszukany język, wspaniały styl, idealne rozgrywanie napięcia i wzbudzanie w czytelniku ciekawości. Tajemnice, kłótnie, sprzeczności, rasowe poglądy, pieniądze, luksus, kochanki i zdrady aż po dogłębne niszczenie czlowieka z samej tylko chęci zemsty. Książka nie ma sobie równych!
poniedziałek, 18 listopada 2013
Spotkanie autorskie w czwartek 21.11.2013! :-)
Jako autor książki "Melancholii", zapraszam na spotkanie ze mną, już w ten czawartek!
O 11:00 spotkanie w bibliotece miejskiej.
O 14:00 - 17:00 podpisywanie książek w księgarni na rynku, Dom książki w Wodzisławiu Śl.
Po 17:00 - spotkacie mnie w Wiejskiej chacie!
Kto ma ochotę na spotkanie czy podpisanie książki, a jak widzę na facebooku, są tacy i dzięki im za to, zapraszam!
O 11:00 spotkanie w bibliotece miejskiej.
O 14:00 - 17:00 podpisywanie książek w księgarni na rynku, Dom książki w Wodzisławiu Śl.
Po 17:00 - spotkacie mnie w Wiejskiej chacie!
Kto ma ochotę na spotkanie czy podpisanie książki, a jak widzę na facebooku, są tacy i dzięki im za to, zapraszam!
piątek, 16 sierpnia 2013
Słodka bomba Silly - Marcin Brzostowski
Już tak jest od jakiegoś czasu, że kiedy w sieci pojawia się coś nowego od Marcina Brzostowskiego, spada to na mnie jak bomba z nieba i jestem zdziwiony, że to już oraz bardzo zadowolony, bo to jednak JUŻ!
Jak zauważyłem wydawnictwo w którym wydaje książki działa szybko i prężnie, książkę można zakupić niemalże wszędzie w necie i to jest dużym plusem, jak również cena, dzięki której czytelnik, jak to zrobiłem ja, po prostu kupuje ją bez mrugnięcia okiem i bez szarpania swojej skromnej kieszeni na wielkie wydatki.
Krótko o książce, aby nie zdradzać wiele z jej zawartości:
Silly to myśląca i swego rodzaju inteligentna bomba, która zostaje wplątana w konflikt pomiędzy dwoma zwalczającymi się armiami. Podczas próby wywołania wojny, bomba „uczy się życia“ i stara się odkryć swoje prawdziwe ja...
Książkę czyta się szybko i łatwo. Jest lekka i przyjemna, jak wcześniejsze pozycje Brzostowskiego. Styl autora rozpoznaje się już po pierwszych zdaniach i czytając, człowiek mówi sobie: tak, to jest to. To jest ten Brzostowski!
Brzostowski ma bardzo dobry warsztat pisarski, potrafi rozśmieszyć, są tam naprawdę komiczne sytuacje i momenty. Mnie na przykład rozśmieszyło zdjęcie pod prysznicem, ale więcej raczej nie będę zdradzał. Autor potrafi nadać w swych książkach życie rzeczom martwym i to mi się bardzo podoba. Ma zdolność nadawania swym postaciom oryginalnych imion, których się po prostu nie zapomina. Idealnie nadaje się do czytania w czasie odpoczynku!
Autor, trzeba mu przyznać, ma świetną wyobraźnię i właśnie to sprawia, że jest oryginalny i jak dla mnie, jedyny w swoim rodzaju. Wydaje się jakby patrzył na świat przez specjalne okulary, które pozwalają mu swoje jakże oryginalne dziwaczności zrodzone we własnej głowie wprowadzać w życie. Jeżeli ktoś ma choć odrobinę fantazji, a ja na szczęście jej mam pod dostatkiem, dojrzy w zawartości książki sporo komicznych sytuacji, które, jak tylko zostaną w naszej głowie odpowiednio wykreowane, z pewnością nas roześmieją.
Okładka e-booka jest, jak poprzednie, po prostu idealna, więc i to jest dużym plusem. Książka przecież musi wyglądać dobrze, aby przyciągnęła czytelnika!
Sam autor wie, że jestem jego fanem dzięki książce „Podpalę wasze serca“, którą nadal wszystkim polecam. Po przeczytaniu tej książki nadal zostanę wierny jego twórczości.
Książka zawiera też parę życiowych prawd, które sam dokładnie poznałem i zgadzam się z nimi w stu procentach.
Nowa książka Brzostowskiego zasługuje na miano słowa pochodzącego z jej własnego tytułu: to prawdziwa bomba!
Polecam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





